Jak co dzień wyszłam do parku obok którego był oczywiście skatepark. Usiadłam na jednej z ławek i kładąc głowę na kolana przyglądałam się ptakom. Tradycyjnie miałam kaptur na głowie. Mogłam wyglądać trochę jak Assassin. Usłyszałam jak czyjeś głosy za mną zbliżają się w moją stronę. Nerwowo ściskałam małą marionetkę w dłoniach. Jacyś kolesie zaczęli się ze mnie nabijać.
- Ooo patrz, jakaś dziewczynka chodzi jeszcze ze swoją laleczką- zaśmiał się.
- To marionetka tępaku...- mruknęłam cicho.
- Co tam mamroczesz? Nie słyszę- śmiał się nadal i zdjął mi kaptur z głowy odrzucając moją marionetkę gdzieś dalej.
Zmarszczyłam czoło i nerwowo wstałam. Gdy chciałam ją podnieść on kopnął ją gdzieś dalej. Po chwili wybuchli jeszcze większym śmiechem. Spuściłam głowę zaciskając pięści. Wyciągnęłam w ich stronę ręce i mocno się skupiłam. Widocznie moje zachowanie ich bawiło. Po chwili zaczęłam ruszać dłońmi i palcami sprawiając, że jeden z nich zaczął wykręcać sobie sam rękę.
- Jeny co ty robisz?!- spytał jeden.
- To nie ja! Pomóż mi głąbie! T-to ona!- darł się.
- Nawet nie próbuj- warknęłam.
Kiedy było już dość gwałtownie go puściłam, a oni czym prędzej uciekli. Wzięłam swoją marionetkę i narzucając kaptur na głowę usiadłam ponownie na ławce. Zauważyłam że jakiś kole w masce gapi się zza drzewa.
- No i co się lampisz? Jeśli nie chcesz skończyć tak jak tamten lepiej się pokaż- rzuciłam oschle ponownie kierując wzrok na marionetkę.
<jakiś chłopak zechciałby?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz